Pewnego jesiennego dnia, do Nowego Jorku przypływa człowiek zagadka – Richard Smith. Zjawia się nie bez powodu. Jego głównym celem jest spieniężenie weksla na sporą sumę. Po przybyciu udaje się do kantoru, gdzie wzbudza nie lada zainteresowanie. Obcy, z wekslem na niebotyczną kwotę. Jakie ma zamiary i kim jest. Czy przyniesie kłopoty? No i dlaczego chce spieniężyć swój weksel. Richard Smith to tajemniczy człowiek, wzbudzający wiele emocji nie tylko w mieszkańcach Nowego Yorku, ale też we mnie, w czytelniku. Warto też dodać, że Nowy Jork XVIII wieku to zupełnie inne miejsce niż dziś. Ludzie znają się, a wieści roznoszą się błyskawicznie. Dlatego też wiadomość o przybyszu bardzo szybko obiega miasto, a on sam staje się tematem numer jeden.

Golden Hill napisany jest wyjątkowym językiem jak na powieść osadzoną w XVIII wieku przystało. Językiem nie tylko pięknym, ale jeszcze bardziej angażującym czytelnika w lekturę. Pierwsze strony powieści nie zapowiadały się dobrze i całość szła mi lekko opornie, ale gdzieś w pobliżu 50 strony historia zaczęła mnie wciągać. Bohater coraz bardziej mnie zainteresował. Do wszystkiego należy dodać osobowość Smitha. Zawadiacki, szarmancki, elokwentny, bardzo wyróżniał się na tle społeczeństwa w którym przyszło mu funkcjonować. Tajemnica wokół niego kusiła, aby czytać dalej i dalej.

Klimat powieści wnosi kolejną wartość. Ameryka XVIII wieku. Opisy miasta, mieszkańców i ich zwyczajów. Na szczęście autor nie skupia się w dużej mierze na samym mieście, a na postaciach, których charakter jest odbiciem Nowego Jorku tamtych lat. 

Pod koniec lektury dowiadujemy się ciekawych informacji o bohaterze, które nie tylko wzbudzają zainteresowanie, ale prowokują kolejne pytania na które już nie uzyskamy odpowiedzi. Tajemnicą owiany jest również sam narrator, a tego kim jest dowiadujemy się także  na ostatnich stronach. Żałuję, że tak szybko nastąpił koniec i z chęcią przeczytałabym dalsze losy Richarda Smitha.

„…opowieść zaczyna się nagle wraz z jego przybyciem i kończy równie nagle wraz z odjazdem. Wszak jeśli przestanę poruszać piórem, jeśli nie spłyną z niego żadne słowa, żeby nawodnić i ożywić te, które spisano poprzednio, i jeśli mój atrament wyschnie na jesienną sepię, wówczas i przeszłość popęka i zniknie. Ludzie odchodzą, a wraz z nim miasto.”

Kiedy wróciłam przed napisaniem recenzji do cytatów jakie sobie zaznaczałam, zauważyłam że w treści pojawia się kilka wskazówek, które mogłyby naprowadzić czytelnika na prawdę o Richardzie, choć być może to jedynie moje wrażenie.  Pewne jest, że czytelnik nie ma możliwości odgadnąć tego kim jest Smith i to jest bardzo pociągające.

Nadmiar  słów i opisów przy tej recenzji nie jest wskazany, ponieważ nie mogą w najmniejszym stopniu równać się z językiem jakim operował autor. Stawiam zatem kropkę i zachęcam do sięgnięcia po lekturę.

Recommended Posts