Kończąc czytać Miasteczko w Islandii, autorstwa Guðmundura Andri Thorssona wiedziałam już, że nie będzie mi łatwo napisać recenzję. Choć lektura jest niepozorna, bo ma jedynie 193 strony, to zdecydowanie jest dowodem na to, że niewiele może znaczyć bardzo dużo.

Pewnego dnia, w letnie popołudnie, poznajemy kilka historii z życia miasteczka, a właściwie z życia jego mieszkańców. Towarzyszymy ich smutkom, troskom i radościom. Obserwujemy jak ludzie egzystują obok siebie – dosłownie i w przenośni. Dostrzegamy jak długo już się znają i ile o sobie wiedzą, bądź niewiedzą. A to wszystko z islandzkim klimatem w tle.

Fabuła Miasteczka w Islandii nakreśla nam to kim jesteśmy, niezależnie od tego czy zamieszkujemy wyspę, czy inny zakątek świata. Jest to historia o otwartości w życiu, ale też o ogromnym wycofaniu i samotności. Brzmi to wszystko tajemniczo i paradoksalnie, ale właśnie dlatego jest tak nietuzinkowe. Całości dopełnia sposób w jaki pisze autor. Może nawet lepszym stwierdzeniem byłoby, że autor opowiada czytelnikowi te historie i robi to wyjątkowo, wręcz poetycko.

To co znajdziecie jeszcze w powieści, to pełny wachlarz emocji. W miasteczku jest przekrój różnych osobowości i temperamentów. Różnych historii i tajemnic. Człowiek to biała karta, którą systematycznie zapisuje doświadczenie. Mieszkańcy są jak te karty, każdy może przeczytać ich historię, ale nie każdy potrafi dostrzec przekaz między wierszami. Choć nie jest to z pewnością książka dla każdego, to (znów) paradoksalnie każdy powinien choć raz w życiu taką książkę przeczytać.

Chcąc więcej napisać o Miasteczku w Islandii, musiałabym zacząć wchodzić w fabułę, przytaczając historie z życia poszczególnych mieszkańców/ osób, jednak nie chcę tego robić, bo uważam, że w takim przypadku, recenzja odkryje zbyt wiele, i tym samym pozbawi powieść jej wyjątkowości. To co jest pewne, to fakt, że autor zaciekawił mnie sposobem pisania i klimatem jaki stworzył.

Jednak muszę uprzedzić, że jeśli czytelnicy nie przepadają za powolnym tempem, emocjami i refleksjami, to książka może okazać się dla nich męcząca. Zatem, jeśli ktoś z was oczekuje wysokiego poziomu adrenaliny to takiego nie dostanie.

Reasumując – to było fantastyczne kilka godzin w Miasteczku w Islandii. Jeśli znajdziecie wolną chwilę to wybierzcie się tam, bo warto.

Recommended Posts