„Królowa Cukru” Natalie Baszile

Tłumaczenie: Robert Sudół

Każdą książkę, opisuje czy oceniam z wielu perspektyw. Oczywista, oczywistość, ale chcę abyście na wstępie wiedzieli czego od niej oczekiwałam, ponieważ wybrałam ją z konkretnego powodu. Szukam książek, które przedstawiają zmagania ludzi z tym co nowe, zaprzeszłe, trudne, bolesne – po prostu codzienne. Miejsce w którym toczy się fabuła to powód numer jeden. Owiane niechlubną sławą, która rezonuje do dnia dzisiejszego. Po drugie sporo ostatnio o silnych kobietach nie tylko w literaturze, więc chciałam zobaczyć jak autorka przedstawi tę siłę na tle miejsca w którym rozgrywa się historia. Po trzecie, to że autorka umiejscawia czytelnika w dwóch różnych rzeczywistościach, ale nie na przestrzeni lat, a kilometrów. Tak więc Wydawnictwo Literackie sprawiło mi tą powieścią sporą niespodziankę.

Luizjana – ciepłe strony Ameryki. Czarnoskóra Charley Bordelon mieszkanka Los Angeles, swoje kosmopolityczne otoczenie szybko przemienia w zhermetyzowany i zamknięty świat pól trzciny cukrowej, gdzie dużo podziałów, nierównego traktowania i braku tolerancji. Ojciec naszej bohaterki, zza światów, za pośrednictwem testamentu, oznajmia, że kobieta otrzyma w spadku – plantacje trzciny cukrowej. Nie jest to jednak słodka wiadomość. Charley nie może w żaden sposób pozbyć się ziemi. Decyduje, że wraz z dorastającą córką opuści Los Angeles i wyjedzie do Luisiany, gdzie koniec końców zostaje sama z tym całym „prezentem” jaki zostawił jej ojciec.

Właściwie powieści które opierają się na powrocie w rodzinne strony, budowaniu życia od nowa, wykluczeniu, nietolerancja, braku równouprawnienia walki – jest wiele. Mogłoby się wydawać, że temat jest już zużyty. Szkielet historii standardowy – obca, wśród znającej się społeczności. Walczy o siebie, nie daje za wygraną. Są tajemnice, niespodzianki – niekoniecznie przyjemne – można powiedzieć że w trudzie i pocie powstaje nowe życie.

Dzięki ciekawym bohaterom historia jest w miarę dynamiczna. Co ważne autorka nie skupia się jedynie na trudnych relacjach ludzkich. Pokazuje również jak trudne jest życie kogoś kto zajmuje się plantacją. Ile pracy, wysiłku i bólu musi włożyć w swój dobytek. To wszystko połączone razem daje nam pełen obraz kobiety z krwi i kości. A obraz Luizjany? Niestety taki jaki sobie wyobrażałam i o jakim wielokrotnie czytałam.

Kobieca siła i zawziętość, nie jest jedynie hasłem marketingowym, a faktyczną cechą bohaterki. Charley Bordelon to silna kobieta, ale na szczęście nie z kamienia. Cieszę się że poznałam jej losy.

Leave a Comment

Contact Us

Not readable? Change text. captcha txt

Start typing and press Enter to search