Jak szybko sprawy mogą się potoczyć. Jednego dnia otwierasz oczy na dźwięk budzika, zjadasz śniadanie, idziesz do roboty, kłócisz się, śmiejesz, kochasz, myjesz, martwisz czy pieniędzy starczy do pierwszego… Nie myślisz o wszystkim co cię otacza, tylko o tym żeby stąd zniknąć. Nawet jeśli słyszysz że na świecie zachodzą zmiany. Nawet jeśli widzisz to na termometrze. Nie myślisz o tym, aż do dnia, kiedy to już nie budzik zerwie cie rankiem, ale krzyki przerażenia. Płomienie dotarły do Twojego miasteczka, do twojego domu, do twojego łózka, do tych których kochasz. Pali się u ciebie, ogień pożera twoją pościel, twoja poduszka zaczyna dymić, a tobie nie pozostaje nic innego jak tylko uciekać.

Dystopijny obraz naszej przyszłości.

Bardzo cenię sobie ten gatunek, którego niestety nadal niewiele na rynku. Nie mam na myśli postapokaliptycznych opowieści, gdzie po totalnej zagładzie ocaleni starają się jakoś funkcjonować. Nie mam również na myśli fantastyki czy młodzieżówek, których fabuła toczy się w dystopijnej rzeczywistości. Interesują mnie raczej historie, które są pochodną społecznej krótkowzroczności, które wpływają na nasze funkcjonowanie w grupach, które rozbudzają ludzkie instynkty.

Najlepszym przykładem dystopii są dla mnie trzy powieści – Opowieść podręcznej, Rok 1984 czy Utoną we łzach swoich matek. Błękit mógłby do nich dołączyć, ale moim zdaniem autorka Maja Lunde nie wykorzystała potencjału tematu.

Historia opowiedziana przez Lunde, toczy się dwutorowo i jest ukazana z perspektywy dwojga narratorów. Z jednej strony Signe, Norweżki, która żyje w roku 2017, a z drugiej strony Adama, Francuza, który żyjąc w 2041 zmaga się z konsekwencjami działań poprzednich pokoleń.

Na świecie nastąpiły ogromne zmiany klimatyczne. Wiele miejsc płonie, ludzie muszą uciekać ze swoich domostw. Brak wody, a co za tym idzie również pożywienia. Powstają obozy dla uchodźców, które są bazami dla kierujących się w stronę miejsc gdzie znajduje się woda pitna. Dodatkowo ograniczona możliwość zaspokajania podstawowych potrzeb, wzbudza w ludziach różne instynkty – nie jest dobrze.

Adam ucieka z Francji z żoną Anną, córką i maleńkim synem. Mężczyzna życiowo niedojrzały i nieogarnięty. Podczas ucieczki przed ogniem zostaje rozdzielony z małżonką i maleńkim synem. Wraz z córką trafia do obozu dla uchodźców, gdzie czeka na pozostałych dwoje, aby iść dalej w stronę, gdzie znajduje się woda zdatna do spożycia.

 

Thomas się z tego śmiał. Śmiał się z tego jak potwornie się zaplątaliśmy, my, ludzie. To przecież wytwarzanie prądu w elektrowniach węglowych przyczyniło się do globalnego ocieplenia, a w konsekwencji także do braku wody. A teraz potrzebujemy jeszcze więcej prądu by uzdatnić wodę.

 

Signe, silna kobieta która płaci swoim życiem osobistym za walkę o naturę. Jednak nikt nie chce słuchać ani jej, ani jej podobnych, kierując się kwestiami ekonomicznymi i nie myśląc o przyszłości naszej planety. Nie myśląc o tym, że to właśnie my dziś przygotowujemy ziemię dla późniejszych pokoleń, a nie dla siebie samych.

 

Pojemnik odstawiam po prostu na podłogę, nie powinny znaleźć się w wodzie, chociaż kiedyś pewnie tam wylądują, przyłączą się do pływających w morzu gór i wysp plastiku, z wolna będą się rozkładać, zmienią się w mikrocząsteczki, znikną w przewodach pokarmowych jakiś ryb, będą serwowane na talerzach i połykane przez ludzi zjadających wyprodukowane przez siebie śmieci, tak jak i teraz my wszyscy własne odpady.

 

Po powieści Błękit oczekiwałam jasnego obrazu przyszłości wynikającego z tego co tu i teraz. Wszystko to miało być osadzone w rzeczywistości dwojga ludzi żyjących w dwóch różnych okresach czasowych. Niestety, ale autorka skupiła się w nadmiarze na osobistych rozterkach bohaterów, przykrywając tym główny temat. Najwięcej możemy przyglądać się życiu mężczyzny, który raczej w fabule zabłysną jako „pierdoła” życiowa. Niezdecydowany i żyjący w jakimś kompletnym odizolowaniu od konsekwencji swoich działań. Nie do końca tego się spodziewałam. Temat nie tylko ciekawy, ale palący i żywy. Jednak w książce autorka skupia się przede wszystkim na życiu bohaterów, a nie na problemie jaki chciała opisać. Rozterki rodzinne i relacje z otoczeniem są głównym tematem. W niektórych momentach właściwie nie wiem co autorka chciała przekazać czytelnikowi. Najciekawszy jest koniec, jednak trzeba do niego dotrzeć. Ma w sobie coś z symboliki, ale też bym się specjalnie nie rozpędzała w głębsze interpretacje.

Jak na dystopię przystało mamy możliwość zastanowić się z dzisiejszej perspektywy i być może przekonać już w 2041 roku na ile obawy niektórych się sprawdzą. Wizja świata jaką przedstawia autorka nie jest pozytywna, a w jej powieści, dokładnie tak jak dziś obrońcy przyrody są marginalizowani i traktowani jak nawiedzeni. Ludzie raczej nie zwracają na nich uwagi i traktują jak oszołomów

Jak dobrze że „Błękit” to jedynie fikcja literacka.

Recommended Posts