Coś się kończy, ale nie zaczyna się nic.

Nie cierpię tego uczucia! „Czarna” to jedna z tych książek, które zrobiły na mnie ogromne wrażenie, ale też tych, które sprawiły, że mam w głowie pustkę i choć wiele chciałabym wyrazić, to nie wiem co napisać.

Napisanie tej recenzji przysporzyło mi sporo kłopotu. Właściwie codziennie piszę ją od nowa i trwa to wieczność. Kończę ją pisać, czytam na drugi dzień i uświadamiam sobie, że wcale nie to chciałam napisać, że jest tego za mało, a może po prostu trudno mi nazwać wszystkie odczucia związane z historią. Postanowiłam że opublikuję to co mam i mam nadzieję, że coś wam to o książce powie.

„Czarna” to kolejna historia z serii na F/Aktach. Powstała w oparciu o wydarzenia, które miały miejsce w 2001 roku w województwie podlaskim. Zdawałam sobie z tego sprawę od samego początku, jednak celowo przed rozpoczęciem lektury zakryłam uszy i zasłoniłam oczy, aby nie usłyszeć szczegółów.

Jednak, że się tak wyrażę, do rzeczy. W powieści dokumentalnej odwiedzamy wioskę „Czarna”, w której ludzie żyją z dnia na dzień. W której zostali tylko Ci bez większych ambicji, ponieważ reszta wyjechała, albo jak uważają niektórzy, uciekła. Poznajemy Maryśkę – nauczycielkę, kobietę inteligentną, zdecydowanie w nieodpowiednim dla siebie miejscu. Jest i on – Jeremi – drapieżca z potrzebą zaspakajania swoich popędów. Chęcią władzy i destrukcyjną osobowością narcystyczną. Człowiek bluszcz.

„Jakie pani zdaniem kobiety pociągają pani męża? Niezależne Jak pani myśli, dlaczego? Bo lubi patrzeć, jak uzależniają się od niego.”

Żona Jeremiego, Beata (a raczej „rzona, jak zaznacza autor), ma w życiu dwa podstawowe cele – obdarowanie swojego wspaniałego męża, Jeremiego, synem i utrzymanie prowizorki małżeństwa. Kobieta, która zrezygnowała z bycia kobietą, ale też przestała być postrzegana jak kobieta, z czasem staje się jedynie mechanicznym spoiwem rodziny. Czymś stałym, niezmiennym, wyposażeniem domu, dzięki któremu wszystko funkcjonuje.

„Jak wtedy, gdy leżała w Białym po wycięciu mięśniaka, a oni nakłonili ją, żeby wypisała się ze szpitala wcześniej mimo przeciwskazań ordynatora. Nie było jej ledwie kilka dni, a dom wyglądał jak po rewizji. Nie, gorzej: jak po ewakuacji rodziny cygańskiej, która w popłochu porzuciła dobytek.”

Byłam przybita po lekturze książki i sporo myślałam. Jak wiele złego może uczynić mężczyzna zaspakajający jedynie swoje płytkie potrzeby. Powiało feminizmem? Ale cóż na to poradzę, że to pierwsza i jedyna myśl. Dokładnie – mężczyzna i zaspokajanie płytkich potrzeb, choć zapewne Abraham Maslow specjalista bzdurnej drabinki potrzeb, mógłby się oburzyć. Jednak nie odwołując się do tego, co miało miejsce wiele lat temu, tylko jedynie skupiając się na powieści dokumentalnej – współczuje bardzo bohaterce, bo nic nie dzieje się bez przyczyny. Czy można było temu zapobiec? Oczywiście! Trzeba by się cofnąć o 235 stron, do samego początku i zmienić pierwsze decyzje – decyzję mężczyzny i decyzję kobiety, ale jak wiadomo nie jest to możliwe.

„Czarna”, to nie tylko miejscowość. To obraz tego kim jesteśmy, bądź bardziej kim możemy się stać, kiedy kierujemy się jedynie niskimi pobudkami. Kiedy egoizm i łapczywość „ja” dominuje nad empatią i szacunkiem. Jak wiele krzywdy możemy uczynić innym, ale przy okazji dostać rykoszetem.

„Czarna” to nie tylko czerń czynów, ale i biel nadziei, którą czerń w końcu bezpowrotnie przykrywa. Pewne jest to, że tak na prawdę ofiar jest zdecydowanie więcej niż jedna.

Recommended Posts