To moja pierwsza książka Guillaume Musso, więc swoją opinię opieram jedynie na tytule Dziewczyna z Brooklynu.

Do sięgnięcia po lekturę zachęciła mnie fabuła. Pomyślicie – miłostka – ok – ale nie o to tu chodzi. Najważniejsza jest tajemnica i zagadka. Przeszłość która rzutuje na życie bohaterów i rozwiązanie nie do przewidzenia. Ale czy książka jest dobra? O tym zaraz.

Jest on, Raphaël Barthélémy – pisarz nomen omen kryminałów i thrillerów. Jest i ona, Anna Becker – młoda lekarka. Na horyzoncie – szczęśliwa przyszłość. Jednak któregoś dnia okazuje się że Anna ma tajemnice, które zmienią ich szczęśliwe życie o 180 stopni. Kobieta decyduje się coś pokazać Raphaël’owi. On spogląda na ekran tableta, wzburza się i wychodzi. Już wtedy, już na 13 stronie chciałam wiedzieć co nasz bohater widział. Co go tak zszokowało. Mężczyzna musi wyjść, ale kiedy wraca, ukochanej już nie ma.  W tym miejscu rozpoczynają się poszukiwania, a wraz z nimi wychodzą na jaw fakty, o których on nie wiedział. Tajemnica goni tajemnicę. Napięcie potęguje ze strony na stronę, ale nic nie równa się z zakończeniem.

Kiedy zaczęłam czytać Dziewczynę z Brooklynu w głowie pojawiło mi się jedno pytanie. Czy bohaterowie powieści kryminalnych, którzy sami trudnią się pisaniem kryminałów, zawsze muszą mieć pod górkę? Zdecydowanie tak. Właśnie taką górkę zafundował naszemu bohaterowi Guillaume Musso.

Fabuła jest wielowarstwowa. Z wydarzenia na wydarzenie odkrywamy z bohaterem coraz to ciekawsze fakty, aż docieramy do samego jądra. Retrospekcje, które są bardzo dobrze wplecione w całość. Dwa sposoby narracji, dodające klimatu. Jak w przypadku każdej recenzji książki, która ma taką konstrukcje, napiszę że bardzo dobrze się czyta, bo to sztuka sprawnie wymieszać okresy czasowe, tak aby czytelnik się nie zagubił i nie zniechęcił.

Autor zacnie łączył ze sobą różne wątki i tworzy u czytelnika klimat lęku, niepewności i ciągłego napięcia. To książka typu – jeszcze tylko jedna strona, już teraz na pewno ostatnia, jeszcze tylko pół… i tak zarywa się całą noc. Rozdziały nie ciągną się w nieskończoność, co sobie bardzo cenię w książkach. To niby nic, bo w końcu książka ma niezmiennie 361 stron, jednak te krótkie rozdziały powodują, że mam wrażenie jeszcze szybszej akcji. Do smaku dochodzą jeszcze miasta, w Stanach i Paryżu opisane w taki sposób, że można wraz z bohaterami przechadzać się po nich i zaglądać do różnych zakamarków.

Jeszcze nie jesteście przekonani? Więc na koniec zafunduje Wam odrobinę wizualizacji. Dostaniecie mini próbkę tego co Was czeka. Zamknijcie oczy i wyobraźcie sobie że siedzicie w wagoniku, który leniwie podjeżdża pod górę, aby chwilę później w gwałtowny i szybki sposób zjechać z niej z impetem. Potem chwila spokoju, ale już czujecie, że na pewno zaraz coś się wydarzy i to z większym napięciem niż poprzedni zjazd. Nigdy nie wiecie co Was czeka i kiedy dojeżdżacie do końca, okazuje się… Ale chwila, czy w ogóle dojedziecie?  Wsiądźcie w tę kolejkę! Przekonajcie się sami!

Recommended Posts