UWAGA! W poniższej recenzji będę się rozpływać, pisać o odczuciach i takich tam, więc czytacie na własną odpowiedzialność

Annie Proulx to autorka z której twórczością zapoznałam się przy okazji Tajemnic Brokeback Mountain. Książka (książeczka ok. 60 stron), której nigdy nie zapomnę. Czytałam dwa razy, widziałam film i obiecałam sobie, że to by było na tyle. Do całości dochodzi jeszcze rola nieodżałowanego przeze mnie Heath Ledgera. Całość wzbudziła we mnie takie emocje, że długo dochodziłam do siebie. W tym roku w moim życiu znów zagościła Annie Proulx. Najpierw była to powieść Drwale, którą z resztą już teraz na blogu określiłam jako najlepszą książkę jaką (dotychczas) przeczytałam w 2018 roku. No właśnie, tymczasem pojawiła się konkurencja Annie Proulx vs Annie Proulx i jej Kroniki Portowe.

page1image33372032

Główny bohater powieści, Quoyle, to człowiek raczej nieudaczny. Wydawałoby się, że niewiele potrafi, do niczego się nie nadaje i niczego się nie nauczy. Żartem byłoby nazwać go człowiekiem sukcesu. Jest raczej skoczkiem od jednego zawodu do drugiego. Jego życie nie jest też łatwiejsze dzięki kobiecie imieniem Petal – którą kocha. To trudna, nadpobudliwa istota, bez większych skrupułów. Jego miłość jest jednak bardzo silna i potrafi wybaczać wiele. Właściwie jedyne dobre co go spotkało to dwie córeczki, które też mógł utracić.

Życie lubi jednak bawić się kosztem Quoyle’a i funduje mu rodzinne tragedie. W tym śmierć Petal. Któregoś dnia nasz bohater postanawia wrócić w rodzinne strony. „Rzuca” przeszłość i jedzie w nowe miejsce, nie wiedząc

jeszcze, że zbuduje swoją jakże nową przyszłość. Z jednej strony nikt go nie zna, ale z drugiej wszyscy wiedzą kim jest. Można powiedzieć, że właśnie tu zaczyna się historia.

Klimat powieści jest taki jak lubię najbardziej. Fabuła toczy się powoli, nie oczekujcie zatem szybkiego tempa i zwrotów akcji. Autorka chce nas wprowadzić nie tylko w życie bohaterów, ale też nakreślić ich otoczenie, stąd w książce możemy zapoznać się z opisami, które mają czytelnika wprowadzić w klimat. Nowa Funlandia i jej surowość. Szarość i zimno. Wczytując się coraz głębiej – chłód i zapach morza czułam na każdej stronie. Legendy, przesądy i piękny symbolizm. Nadanie znaczenia rzeczom które wydawałoby się na co dzień są zupełnie zwyczajne. Ojcowie, synowie, córki,

bracia, matki i siostry, każdy skrywa w sobie bolesną przeszłość, która ciąży choć już przeminęła.

Jeśli tak jak ja wpadacie w lekturę całym sobą, to proponuje abyście w tle podczas czytania puścili muzykę z filmu Cudo!

Tak – o tym że w oparciu o książkę powstał film, chyba nie wspomniałam. Sama ekranizacja, niestety, ale moim zdaniem nie oddaje klimatu książki i spłyca fabułę, albo po prostu mam większą wyobraźnię od reżysera
Dlatego jeśli się zdecydujecie poznać tę historię, to w pierwszej kolejności przeczytajcie książkę.

Mam też cichą nadzieję, że Wydawnictwo Poznańskie zdecyduje się wydać moje ukochane Tajemnice Brokeback Mountain, ponieważ o tym jak zostały

wydane Kroniki Portowe i Drwale, też warto wspomnieć. Nigdy nie ukrywałam, że jestem okładkową sroczką, a obydwie powieści Proulx, poza wspaniała treścią, wizualnie prezentują się bardzo dobrze.
To druga książka która znalazła się na półce najlepszych, przeczytanych w tym roku.

Recommended Posts