Ufff! Skończyłam! Przeczytałam! Przeżyłam!

1101 stron historii z życia Karla Ove Knausgårda nie łatwo jest przełknąć, ale od początku.

Mam ambiwalentne uczucia co do całości, bo z jednej strony nie była to moja “walka” o przetrwanie, a na prawdę interesująca przygoda z autorem, jednak w niektórych momentach miałam już po prostu dość jego huśtawki nastrojów. Po pierwszym tomie byłam bardzo zadowolona i żywiłam spore nadzieje do kolejnych. Niestety, nie przeczytałam jeszcze wszystkich części, a jedynie pierwszą i ostatnią, więc czytacie recenzje osoby, która opiera swoją opinie jedynie o te dwa tomy.

Zatem o czym tym razem? Bez większych niespodzianek, podobnie jak w „Moja Walka. Księga I”, dosłownie o życiu autora. Na pewno przeczytacie sporo o emocjach, problemach, bólu, radości, strachu, smutku – o autorze, jego życiu i jego rodzinie. Ba! Będą nawet rozważania o rozważaniach. Dogłębnie i z detalami. Opisując nawet najdrobniejsze czynności. Ostatni tom jest opisem tego co działo się przed wydaniem serii Moja walka, w trakcie, kiedy lektura była już na rynku, a sam autor pozyskał sławę i stał sięrozpoznawalny oraz teraz, przy jej zakończeniu.

Tak jak w pierwszym tomie jest sporo intymności, więc czytając można poczuć się jak powiernik. Knausgård ma niesamowitą umiejętnośćopisywania. Jednych może to nużyć, mnie jednak zachwyca. Tak jak w pierwszym tomie przeczytacie rozległe opisy o parzeniu herbaty, tak i w tym tomie tego typu wywodów nie zabraknie.

Teraz minus, który prawie zaważył na mojej całej opinii, jednak stwierdziłam,że nie mogę oceniać 1101 stron przez pryzmat ledwie 431. Esej, bo o nim mowa był moją drogą przez mękę. Esej o nazistach i Hitlerze i jego analiza. Zastanawia mnie co kierowało autorem, aby wrzucić te 431! stron analizy ni stąd, ni zowąd. Książka i tak jest bardzo obszerna więc nie wiem co chciał tym uzyskać, bo jeśli wykończenie czytelnika, to mu się udało. W swojej ocenie postanowiłam odciąć całkowicie te 431 stron wywodu o… Hitlerze. To co zszokowało mnie najbardziej to tłumaczenie zachowania zbrodniarza, wręcz jakaś dziwaczna analiza. Dla mnie to o krok za daleko. Dlatego wyrzucam z głowy te 400 stron, bo gdybym je pozostawiła to książka nie miałaby u mnie szans.

„Moja Walka. Księga 6” nie jest lekką przebieżką w celu relaksu, a maratonem intelektualnym. Mało to zachęcające, ale uprzedzam po prostu, że książka może rozczarować tych którzy oczekują wartkiej akcji.
Zakończę zwięźle – to już jest koniec i nie będzie już nic.

Polecam wytrwałym!

Recommended Posts