Od momentu kiedy zapoznałam się z opisem książki wiedziałam już, że powieść dokumentalna Jacka Ostrowskiego „Ostatnia wizyta”, będzie czymś dobrym. Jakże się pomyliłam. Powieść jest przynajmniej bardzo dobra. Pochylam głowę z szacunku dla Jacka Ostrowskiego. Wystarczy przeczytać kilka stron, aby wyczuć zaangażowanie, którym przesiąknięta jest każda karta powieści. Dla mnie była to swoista podróż w czasie,

w którą zabrał mnie Pan Jacek i konsekwentnie oprowadzał po przeszłości. Autor nie patyczkuje się z czytelnikiem. Nie oszczędza go i nie zakrywa mu oczu. Każe patrzeć na każdy szczegół i buduje świadomość tego co się wydarzyło.

„5 czerwca 1970 roku na trwałe zapisał się w historii polskiej kryminalistyki. Tego dnia doszło do tajemniczego porwania. Sprawa już od początku budziła duże kontrowersje, a wiele pytań do dziś pozostaje bez odpowiedzi. Autor znał ofiarę osobiście, co było głównym bodźcem, żeby zająć się tą sprawą. Poszedł tropem zbrodni, zapoznał się wnikliwie z materiałami ze śledztwa, aktami sądowymi, spotkał się z prokuratorem prowadzącym dochodzenie”.

Postacią wokół której toczy się historia jest Zbigniew Pielach – ORMOwiec, sowiecki agent współpracujący

z KGB. Cwaniak i prostaczek. Potwór i piszę to z pełną odpowiedzialnością, choć zapewne był jednym z wielu katów w tamtych czasach. Układy, układziki, zamiatanie pod dywan i ludzie cienie, którzy byli wszędzie

i donosili. Pielach życiowo idzie na dno, musi się utrzymać na powierzchni i robi to bez skrupułów. Dostaje zlecenie, ma porwać lekarkę – Stanisławę Krzemińską, która kiedyś była związana z Armią Krajową. Zgodnie

z założeniami, pewnego dnia lekarka znika. Kobieta jest przetrzymywana w zamknięciu, przesłuchiwana, maltretowana i faszerowana prochami, a wszystko odbywa się w domu Pielacha przy wiedzy Hanki, jego żony.

Dla mnie fascynującą postacią jest właśnie Hanka i przyznam, że poznałabym jej historię. Żyła ze świadomością tego co się dzieje. Można jedynie spróbować zrozumieć jej położenie, choć w jednym procencie, a to i tak byłoby sporo. Kobieta która nie opuści męża. Dla niej przysięga którą złożyła w obliczu Boga, poślubiając kata jest najważniejsza. Już pierwsze strony książki zrobiły na mnie wrażenie – a to był dopiero początek.

Hanka zastraszana i niszczona, próbuje popełnić samobójstwo, bez skutku. Jednak nawet w obliczu jej tragedii, jedyne co może uzyskać od męża to kolejna dawka strachu, grania na uczuciach i cały wachlarz znęcania się. Pierwsze słowa jakie usłyszała od męża w szpitalu, były powrotem do normy.

„Pamiętaj, jedziemy na jednym wózku, jeśli tylko coś piśniesz, to cię zniszczę. Wszystko im powiem.
To spokojnie wystarczy na dożywocie, a może nawet na czapę. Wszyscy cię opuszczą, nawet dzieci”.

Dla mnie historia zaginięcia lekarki to pewien symbol. Jest nie tylko historią osoby po której ślad zaginął, ale też swego rodzaju reprezentuje innych którzy wyszli z domu i już nigdy nie wrócili, a ślad po nich został skutecznie zatarty.

Skupiając się na realiach wtedy panujących, uświadamiając sobie bezwzględność tych czasów, pozostaje powiedzieć – oby nigdy już nie wróciły i oby historia nie zatoczyła koła.

Recommended Posts